Cześć,
jestem Marcel.
Dla mnie fotografia ślubna to nie dekoracja. To zapis emocji. Tych małych momentów, które dzieją się pomiędzy. Spojrzenie mamy w kościele. Śmiech świadka, który próbuje opanować łzy. Dłonie, które szukają siebie w tłumie.
Jestem typem „fotografa ninja”. Potrafię być niewidoczny, ale zawsze wiem, gdzie być. Dzięki temu dostajecie zdjęcia, które są prawdziwe, a nie wyreżyserowane.
I jednocześnie… umiem być Waszym spokojem. Bo oprócz aparatu mam jeszcze doświadczenie, które procentuje wtedy, kiedy czas się kurczy, a emocje rosną.
– Marcel Jakubowski
Jestem typem „fotografa ninja”. Potrafię być niewidoczny, ale zawsze wiem, gdzie być. Dzięki temu dostajecie zdjęcia, które są prawdziwe, a nie wyreżyserowane.
I jednocześnie… umiem być Waszym spokojem. Bo oprócz aparatu mam jeszcze doświadczenie, które procentuje wtedy, kiedy czas się kurczy, a emocje rosną.
– Marcel Jakubowski


Fotograf ninja (i dlaczego to działa)
Nie będę Wam mówił: „uśmiech, teraz przytul, teraz patrz w okno”. Zamiast tego obserwuję, jak naprawdę jesteście blisko. Jak rozmawiacie. Jak się dotykacie. Jak reagujecie na siebie.
Często słyszę, że „nie było mnie widać”, a jednocześnie mam zdjęcia ze wszystkich ważnych momentów. To nie magia. To czujność, przewidywanie i doświadczenie.
Dzięki temu:
– nie czujecie presji obiektywu,
– goście nie mają wrażenia „sesji na sali”,
– a emocje zostają takie, jakie były naprawdę.
Często słyszę, że „nie było mnie widać”, a jednocześnie mam zdjęcia ze wszystkich ważnych momentów. To nie magia. To czujność, przewidywanie i doświadczenie.
Dzięki temu:
– nie czujecie presji obiektywu,
– goście nie mają wrażenia „sesji na sali”,
– a emocje zostają takie, jakie były naprawdę.

Wasz dzień to nie tylko zdjęcia.
To plan, rytm i spokój.
Wasz dzień to nie tylko zdjęcia.
To plan, rytm
i spokój.
Mam duży szacunek do tego, ile rzeczy dzieje się w dniu ślubu. I ile łatwo może się rozjechać, jeśli nikt nie trzyma tego w ryzach. Dlatego moją rolą nie jest tylko fotografowanie.
Pomagam Wam mądrze ułożyć dzień:
– kiedy warto zrobić first look,
– jak zaplanować momenty z bliskimi,
– jak wykorzystać światło, żeby zdjęcia były piękne,
– co usprawnić, żebyście nie biegali od punktu do punktu.
Nie po to, żeby wszystko kontrolować. Po to, żebyście mogli przeżywać. A ja w tym czasie dopilnuję reszty.
Pomagam Wam mądrze ułożyć dzień:
– kiedy warto zrobić first look,
– jak zaplanować momenty z bliskimi,
– jak wykorzystać światło, żeby zdjęcia były piękne,
– co usprawnić, żebyście nie biegali od punktu do punktu.
Nie po to, żeby wszystko kontrolować. Po to, żebyście mogli przeżywać. A ja w tym czasie dopilnuję reszty.
Robię zdjęcia parom, które nie boją się prawdziwych emocji i dają się ponieść szalonej zabawie!
Robię zdjęcia parom, które nie boją się prawdziwych emocji i dają się ponieść szalonej zabawie!
Marcel jakubowski
Mniej ślubów. Więcej jakości. Więcej uwagi dla Was.
Mniej ślubów.
Więcej jakości.
Więcej uwagi dla Was.


Robię maksymalnie 15 ślubów rocznie, bo chcę mieć przestrzeń na prawdziwą jakość. Na przygotowanie. Na kontakt. Na spokojną selekcję. Na dopracowanie reportażu tak, żebyście po latach czuli dokładnie to samo, co czuliście w dniu ślubu.
To oznacza, że nie działam „taśmowo”. Nie biorę zleceń jedno po drugim, nie uciekam z Waszego terminu w kolejny, nie odkładam rzeczy na później, bo „następni czekają”. Kiedy rezerwujecie termin, macie mnie naprawdę na 100% – w rozmowie, w przygotowaniach, w samym dniu i w tym, co dzieje się po nim.
Mam czas, żeby Was poznać i zrozumieć, co jest dla Was najważniejsze. Żeby doradzić, jeśli trzeba coś ułożyć inaczej. Żeby podpowiedzieć, jak zaplanować momenty z bliskimi, gdzie będzie najlepsze światło, jak nie przeciążyć dnia i nie zgubić przy tym emocji. I żeby w dniu ślubu być spokojnym punktem, a nie kolejną osobą, która czegoś od Was chce.
To oznacza, że nie działam „taśmowo”. Nie biorę zleceń jedno po drugim, nie uciekam z Waszego terminu w kolejny, nie odkładam rzeczy na później, bo „następni czekają”. Kiedy rezerwujecie termin, macie mnie naprawdę na 100% – w rozmowie, w przygotowaniach, w samym dniu i w tym, co dzieje się po nim.
Mam czas, żeby Was poznać i zrozumieć, co jest dla Was najważniejsze. Żeby doradzić, jeśli trzeba coś ułożyć inaczej. Żeby podpowiedzieć, jak zaplanować momenty z bliskimi, gdzie będzie najlepsze światło, jak nie przeciążyć dnia i nie zgubić przy tym emocji. I żeby w dniu ślubu być spokojnym punktem, a nie kolejną osobą, która czegoś od Was chce.


Poznajcie mnie prywatnie.













Trochę więcej o mnie i o mojej pracy
Jak pracuję jako fotograf ślubny?
1. Reportaż ślubny bez reżyserii
Mój styl to fotografia reportażowa: nie ustawiam Was, nie proszę o sztuczne uśmiechy i nie robię „scenek pod Insta”. Zależy mi, żebyście przeżyli swój dzień naprawdę, a ja w tym czasie zapisuję emocje. Jeśli szukacie fotografa ślubnego w Rzeszowie, który działa naturalnie i dyskretnie, to właśnie ta filozofia odróżnia mnie od klasycznej fotografii pozowanej.
2. Relacja i zaufanie przed aparatem
Dobre zdjęcia nie zaczynają się od obiektywu. Zaczynają się od zaufania i poczucia, że przy mnie możecie być sobą. Dlatego rozmawiamy, poznajemy się i dopasowujemy oczekiwania. Dzięki temu w dniu ślubu nie czujecie, że „ktoś Was fotografuje”, tylko że ktoś jest obok i wspiera. W praktyce to daje dużo bardziej prawdziwe kadry i reportaż ślubny, w którym widać emocje, a nie stres.
3. Premium = spokój, logistyka i doradztwo
Współpraca premium to nie “drożej”, tylko “mądrzej i spokojniej”. Pomagam w planie dnia, podpowiadam jak ogarnąć czas na przygotowania, gdzie warto mieć chwilę dla siebie i kiedy najlepiej zrobić krótki spacer na zdjęcia. Jeśli Wasz ślub jest na Podkarpaciu, w okolicach Rzeszowa lub planujecie wesele w innym regionie, dopasowuję logistykę do miejsca i realnych warunków, żebyście mieli luz.
4. Fotograf ninja – dyskretnie, ale zawsze czujnie
W dniu ślubu jestem blisko, ale nie wchodzę w środek wydarzeń. Działam dyskretnie, łapiąc momenty bez przerywania. Dzięki temu goście czują się swobodnie, a Wy macie reportaż pełen naturalnych scen: reakcje rodziców, spojrzenia, małe gesty. To właśnie te “niewidoczne” momenty najczęściej robią największe emocje, gdy ogląda się zdjęcia po latach.
5. Maksymalnie 15 ślubów rocznie
To mój świadomy wybór. Ograniczam liczbę reportaży, bo chcę mieć czas i energię na każdą parę, a nie pracować “taśmowo”. Mniej ślubów oznacza więcej kontaktu, lepszą opiekę i więcej uwagi przy selekcji oraz obróbce. Jeśli szukacie fotografa ślubnego w Rzeszowie, który działa w spokojnym tempie i traktuje Waszą historię priorytetowo, ten punkt jest dla Was ważnym sygnałem.
6. Obróbka i klimat – filmowo, naturalnie, ponadczasowo
Po ślubie tworzę spójną historię: wybieram najlepsze zdjęcia, dopracowuję kolory i światło, dbam o naturalną skórę i atmosferę. Mój cel to ponadczasowy reportaż ślubny, a nie chwilowy trend. Ostatecznie dostajecie galerię online z gotowymi zdjęciami, które można pobrać, wysłać rodzinie i wracać do nich jak do pamiętnika z dnia, który był Wasz.

Podróże uczą uważności. I dają szersze spojrzenie.
Podróże są dla mnie czymś więcej niż hobby. To one kształtują wrażliwość. Otwierają głowę. Uczą obserwować ludzi, kulturę, światło, przestrzeń. Pokazują, że piękno nie musi być idealne. Może być prawdziwe.
I to „szersze spojrzenie” zabieram do Waszych historii. Dzięki temu częściej widzę to, co nieoczywiste. Lubię śluby w naturze, w górach, nad wodą, w miejscach z charakterem. Lubię, kiedy jest w tym oddech, droga, przygoda.
Jeśli marzy Wam się sesja albo wyjazd, który będzie doświadczeniem, a nie tylko „ładnym zdjęciem” – jestem totalnie za.
I to „szersze spojrzenie” zabieram do Waszych historii. Dzięki temu częściej widzę to, co nieoczywiste. Lubię śluby w naturze, w górach, nad wodą, w miejscach z charakterem. Lubię, kiedy jest w tym oddech, droga, przygoda.
Jeśli marzy Wam się sesja albo wyjazd, który będzie doświadczeniem, a nie tylko „ładnym zdjęciem” – jestem totalnie za.
Jak jest ze mną? (ludzko, ciepło)
Nie musicie umieć pozować. Nie musicie wiedzieć, co zrobić z rękami. Serio. Moim zadaniem jest stworzyć warunki, w których będziecie czuć się swobodnie.
Czasem wystarczy jedno zdanie. Czasem chwila ciszy. Czasem mały żart. Wiem, kiedy dodać energii, a kiedy zejść na drugi plan. I właśnie dlatego ludzie często mówią, że czuli, jakby mieli obok siebie kogoś bliskiego.
Czasem wystarczy jedno zdanie. Czasem chwila ciszy. Czasem mały żart. Wiem, kiedy dodać energii, a kiedy zejść na drugi plan. I właśnie dlatego ludzie często mówią, że czuli, jakby mieli obok siebie kogoś bliskiego.




