Czasem wszystko zaczyna się bardzo zwyczajnie – od kilku maili.
Tak właśnie było w przypadku Alexandry i Petera. Najpierw kilka wiadomości, później rozmowa telefoniczna i bardzo szybko wszystko stało się jasne. Zawsze staram się chociaż na chwilę zdzwonić z parą przed sesją czy ślubem. Dzięki temu możemy się lepiej poznać, spokojnie porozmawiać o planie i złapać wspólny flow.
A kiedy już się spotykamy, wszystko dzieje się dużo bardziej naturalnie.
Ola i Piotrek przylecieli do mnie aż z Connecticut w USA, żeby zrobić swoją sesję narzeczeńską w Polsce. Już od pierwszej rozmowy było czuć, że to dwie bardzo ciepłe i otwarte osoby. Takie, przy których rozmowa sama się klei, a atmosfera robi się swobodna dosłownie po kilku minutach.
Fotografuję pary z różnych części świata, dlatego język nigdy nie jest dla mnie problemem. Bez problemu pracuję po polsku i po angielsku, a do tego całkiem dobrze dogaduję się też po norwesku. Dzięki temu podczas sesji możemy skupić się na tym, co naprawdę ważne – na dobrej atmosferze, emocjach i po prostu byciu razem.
Sesja narzeczeńska w okolicach Krosna
Na miejsce naszej sesji wybraliśmy okolice Krosna – spokojne, naturalne miejsca, które świetnie pasują do luźnej i niewymuszonej sesji narzeczeńskiej.
Od samego początku było widać jedno – Ola i Piotrek bardzo mi zaufali. A to robi ogromną różnicę.
Kiedy para przestaje myśleć o aparacie i zaczyna po prostu spędzać ze sobą czas, wtedy pojawiają się najfajniejsze momenty. I dokładnie tak było tego dnia. Było dużo śmiechu, rozmów i spontanicznych sytuacji, których nie da się zaplanować.
Pojawił się też deszcz, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało. Zawsze mam przy sobie parasol, a pogoda często tylko dodaje zdjęciom charakteru. W pewnym momencie Ola i Piotrek nawet położyli się na trawie, zupełnie na luzie, bez zastanawiania się, czy coś „wypada”, czy nie.


A po sesji?
Po zakończeniu zdjęć wracaliśmy razem samochodem do Rzeszowa. Atmosfera była dokładnie taka sama jak podczas sesji – dużo rozmów, śmiechu i dobrej energii.
I wtedy wydarzyło się coś, co zawsze daje mi ogromną satysfakcję.
Ola i Piotrek powiedzieli, że są tak zadowoleni z tej sesji i całej współpracy, że chcieliby, żebym fotografował również ich ślub w Stanach Zjednoczonych.
Dlatego już niedługo będę miał ogromną przyjemność polecieć do USA i spotkać się z nimi ponownie, tym razem w dniu ich ślubu.
I właśnie za takie historie najbardziej lubię tę pracę. Za ludzi, których spotykam po drodze, i za relacje, które często zaczynają się od kilku zwykłych maili.




